Zaczynamy!

Hej. Technologią zajmuję się od 1997 roku, kiedy dostałam od Taty mój pierwszy komputer. Nie był to mój pierwszy. Ale ten był wyjątkowy. Miał dostęp do internetu, wersję Windows 95 i strasznie głośno szumiał.

Dzięki niemu, cała klasa wpadała do mnie, a mój pokój stał się centrum klasowych spotkań.

Nie było książek, ani szkoleń jak nauczyć poruszania się po tej bestii. Tata, informatyk, oczywiście podniósł poprzeczkę i nauczył mnie DOSa. Dzisiaj bez problemu śmigam w bebechach Windowsa, gdy trzeba coś zainstalować lub przeprocesować. I choć nie trzeba podawać tych dziwnych komend jak DIR:>, czy coś w tym stylu, to jednak lekcje nie poszły na marne.

Potem była pierwsza praca i ogarnięcie baz danych. Pierwszy napisany program, który ułatwił proces pracy całego działu sprzedaży dość dużej firmy.

Po przygodach z badami danych i robieniem wielkich porządków z danymi przyszedł czas na analizy rynkowe i opanowanie kilku systemów, aby do poziomu gminy, móc wyznaczać zadania dla Przedstawicieli Handlowych. System wyświetlał mi wyniki, a ja mogłam dziennie śledzić wyniki biznesu.

Dobre wyniki, dały sznasę na większe perspektywy. Dostałam nowy kawałek biznesu do ogarnięcia. Tu ilość danych przerażał. Nikt nawet nie próbował za nie się zabrać. Ja jednak wiedziałam już, że ten kto mądrze opracuje system, wtedy można mądrzej pracować i skupić się na strategicznych zadaniach. Generalnie, nie widziała mi się praca dłubania w danych – niekończących sie kolumnach i wierszach.

Wolałam strategię i planowanie. 

I znowu opanowanie danych, dawało błyskawiczne efekty.

Potem był marketing i koronkowe analizy, które przenosiły marki o lata świetlne. Mniejsze marki wymagały mądrego odnalezienia przestrzeni do wzrostu. Te duże wymagały odważnego prowadzenia. Wiele osób nie wierzy, ale tworzyłam strategie marek, pozycjonowanie i rebranding w oparciu o twarde dane. Cały kunszt polegał na właściwym zaprojektowaniu badań i konfiguracji dostępnych raportów.

Nawet takie miękkie elementy jak claim marki, wszystko wyszło z danych. Claim, który nadal działa i który stał się kultową częścią organizacji.

Dlaczego piszę o danych?

Bo dzisiaj zajmuję się Sztuczną Inteligencją. Nie wiedziałam skąd wynika ta fascynacja, jednak do momentu w którym odkryłam, że opiera się ona o dane. Miłość rozpoczęła się ze wzajemnością. Początki były trudne. Nie rozumiałam informatyków, a oni nie kumali co laska z marketingu może wiedzieć o algorytmach, uczeniu maszynowym czy sztucznych sieciach neuronowych. A jednak…

Musieli ze mną gadać.

Teraz sami rezerwują mnie do kolejnych projektów. Widać, lubią marketing;)

No i ten marketing porzuciłam. Innowacje i wdrażanie nowych technologii to moje nowe powołanie. Znajomość technologii, empatia do człowieka i biegłość w statystyce, zrodziła nowe możliwości.

Stałam się projektantem transformacji cyfrowej.

Zaczynam od człowieka. Jego obaw i obiekcji. 

Transformacja działu prawnego i wprowadzenie nowych technologii wymagało najpierw pogadanie z zespołem o zmianach jakie niesie technologia.

Co przekonało prawników, do transformacji swojego zespołu? Otwartość, szczerość i wizja przyszłości. Nie owijałam w bawełnę, że część z nich straci pracę, że pracę tę przejmą maszyny. Przekonała ich wizja, że to oni zaprojektują zmianę i że to oni sami zadecydują, kto z nich odejdzie. Ale mają na to dwa lata, a więc czas na zaplanowanie przyszłości.

Zadziałało.

Bez ich merytoryki żadna zmiana nie doszłaby do skutku. Moją rolą było przprowadzenie ich przez proces. Zadawanie trudnych pytań. Szukanie drugiego dna. Podważanie rozwiązań. Nie było łatwo. Ale też nie pozwoliłam, aby strategię transformacji przełożyć jeden do jednego – tak jak dzisiaj jest.

To byłoby bezsensu.

W transformacji chodzi o to, aby bazować na teraźniejszości, ale jednak projektować już w przyszości. Czas na dewelopment też zajmuje swoje.

I na koniec wisienka na torcie – wystartowałam z własnymi badaniami. Interesuje mnie jak reagujemy na wirtualnych asystentów. Co nas w nich fascynuje, a co drażni. Jestem po pilotażu i pierwsze odkrycia są zaskakujące.

Zapraszam Was do wspólnej przygody jaką jest Transformacja Cyfrowa. Nigdy nie interesowały mnie proste rozwiązania. Tymczasowe. Niedające przewagi. Lubię korzystać z mózgu i przekraczać swoje możliwości. Lubię, kiedy projekty w których uczestniczę dostają poklask międzynarodowy i gdy okazuje się, że za nimi stoi blondynka.

Taka jestem. Nigdy nie odpuszczam, a trudności jeszcze bardziej nakręcają mnie. Transformacja Cyfrowa, to nie bułka z masłem. To kawał ciężkiej roboty, aby połączyć technologię, biznes i potrzeby użytkownika. Tu nie ma drogi na skróty. Tu jest tylko ciężka praca, za to praca dająca satysfakcję.

Zaczynamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *